Koszyk
Prawdziwe powody makijażowych wpadek na zdjęciach

Prawdziwe powody makijażowych wpadek na zdjęciach

| Autor: Iwona Grabowska

Z tego artykułu dowiesz się o:

  • znaczeniu bazy w makijażu,
  • stosowaniu odpowiedniej ilości pudru w makijażu ślubnym i sesyjnym,
  • różnicy między makijażem ślubnym a sesyjnym.

Flashback jest wdzięcznym tematem, bo łatwo go nazwać i pokazać na zdjęciu. Biała twarz, jaśniejsze plamy pod oczami, wszystko wydaje się oczywiste. Aparat nie „psuje” makijażu jednym składnikiem. On pokazuje konsekwencję wszystkich decyzji, które zostały podjęte wcześniej, często dużo wcześniej, niż się wydaje.

Pielęgnacja: początek problemu

Pierwszy błąd zaczyna się tam, gdzie wiele wizażystek przestaje myśleć o fotografii, czyli w pielęgnacji. Skóra przygotowana „na bogato”, z dużą ilością emolientów, olejów czy ciężkich kremów, na żywo wygląda zdrowo i promiennie. W obiektywie zaczyna jednak odbijać światło w sposób niekontrolowany. Jeśli do tego dochodzi SPF oparty na filtrach mineralnych (Titanium Dioxide, Zinc Oxide), to mamy gotowy przepis na rozjaśnioną, płaską twarz przy lampie błyskowej. To moment, w którym wiele osób zaczyna winić puder, a problem powstał kilka warstw wcześniej.

Baza: wygładzenie, które nie zawsze wygląda dobrze na zdjęciach

Kolejnym etapem makijażu jest baza. Wygładza, wyrównuje, daje efekt „idealnej skóry”. Tyle że to wygładzenie jest iluzją dla oka, nie dla aparatu. Silikony (Dimethicone, Cyclopentasiloxane) tworzą równą powierzchnię, a każda taka powierzchnia odbija światło bardziej jednolicie. Na zdjęciu znika mikrostruktura skóry, a twarz zaczyna wyglądać płasko. W makijażu ślubnym często nie da się z niej zrezygnować, poprawia trwałość i kontroluje sebum, ale jej nadmiar bardzo szybko wychodzi w obiektywie.

W makijażu ślubnym często nie da się z niej zrezygnować, poprawia trwałość i kontroluje sebum, ale jej nadmiar bardzo szybko wychodzi w obiektywie.

W sesjach beauty sytuacja jest jeszcze bardziej bezlitosna. Tam każdy detal skóry jest widoczny, więc zbyt idealna baza odbiera jej autentyczność. W fotografii beauty faktura skóry to podstawa, dlatego w tego typu zdjęciach bazy wygładzająco-blurujace należy pominąć całkowicie.

Podkład: krycie to nie wszystko

Podkłady, które wyglądają lekko i naturalnie na skórze, w fotografii potrafią zniknąć. Aparat spłaszcza kontrast i „zjada” pigment. To dlatego podkład, który na żywo wydaje się odrobinę za ciężki, na zdjęciu wygląda właściwie. Z kolei formuły bardzo matowe, często bogate w składniki rozpraszające światło (Silica, Polymethyl Methacrylate), mogą wybielać skórę i odbierać jej głębię. Warto też zwrócić uwagę na obecność Titanium Dioxide (CI 77891), pigmentu o wysokim współczynniku odbicia światła, który w określonych warunkach może powodować rozjaśnienie twarzy na zdjęciach, szczególnie przy pracy z lampą błyskową lub przy większej liczbie warstw produktu. W fotografii nie pracujemy na odczuciu, ale na tym, jak światło odbija się od powierzchni skóry, dlatego przy makijażu fotograficznym warto sprawdzić skład podkładu przed użyciem.

Korektor: najmniej wybaczający etap

Najbardziej zdradliwy może być jednak korektor. Szczególnie stosowany pod oczami, gdzie skóra jest cienka i sucha, a każde odbicie światła jest bardziej widoczne. Formuły rozświetlające, z dodatkiem krzemionki czy miki, na żywo powodują efekt świeżości. W obiektywie bardzo często tworzą jasne półkola, które wyglądają jak błędy techniczne. To nie jest kwestia złego blendowania. To fizyka, czyli lokalnie zwiększone odbicie światła.

Puder: ilość ma znaczenie

I wreszcie puder, który przez lata urósł do rangi głównego winowajcy. Rzeczywiście, pudry sypkie oparte na krzemionce (Silica, Silica Silylate) mogą powodować flashback. Ale problem rzadko polega na samym produkcie. Chodzi o ilość i kontekst. Baking, czyli duża ilość pudru pozostawiona na skórze, tworzy warstwę, która zaczyna działać jak reflektor. W makijażu ślubnym matowienie jest konieczne, ale powinno być selektywne. W sesjach beauty często ogranicza się je do minimum lub nawet można zrezygnować z pudru całkowicie, bo każda dodatkowa warstwa odbiera skórze jej naturalną fakturę.

W makijażu ślubnym matowienie jest konieczne, ale powinno być selektywne.

Róż i bronzer: kolor, który znika

W makijażu ślubnym róż bardzo często jest zbyt delikatny, aparat redukuje czerwienie i róże, szczególnie przy lampie błyskowej, przez co twarz traci świeżość. Dlatego kolor musi być minimalnie mocniejszy, ale jednocześnie dobrze wyglądać na żywo. W sesjach beauty róż buduje formę, ale jego formuła ma znaczenie. Składniki odbijające światło (Mica, Synthetic Fluorphlogopite) mogą dawać nierówne refleksy i zaburzać strukturę skóry. Niezależnie od kontekstu róż ma wspierać kolor, nie konkurować ze światłem. Analogicznie jest z bronzerem. Produkty zawierające dużą ilość miki lub syntetycznych wypełniaczy rozpraszających światło mogą dawać efekt miękkiego rozświetlenia na żywo, ale na zdjęciach zaczynają pracować nierówno. Pojawiają się plamy światła w miejscach, gdzie teoretycznie miało być modelowanie.

Rozświetlacz: efekt czy prześwietlenie

Wiele formuł rozświetlaczy opiera się na mice, syntetycznym fluorycie (Synthetic Fluorphlogopite) lub krzemionce. W świetle dziennym dają efekt tafli, ale przy lampie błyskowej mogą tworzyć ostre, prześwietlone punkty, które wyglądają jak „mokre plamy”. W makijażu ślubnym rozświetlacz jest dopuszczalny, ale tylko przy bardzo drobnej strukturze i kontrolowanej aplikacji, w przeciwnym razie w świetle błyskowym daje ostre, prześwietlone punkty. W fotografii beauty często rezygnuje się z klasycznego rozświetlacza sypkiego lub w kamieniu, a efekt „glow” buduje się poprzez odpowiednią pielęgnację, pracę cienkimi warstwami i mokre formuły, a nie przez dokładanie kolejnego produktu odbijającego światło.

Fixer: ostatnia warstwa, realny wpływ

Na końcu pojawia się fixer, produkt, który ma „uratować wszystko”. I często rzeczywiście poprawia trwałość, szczególnie w pracy z panną młodą. Problem w tym, że opiera się na polimerach, które tworzą na skórze film. Jeśli jest ich za dużo, powierzchnia twarzy zaczyna odbijać światło punktowo, jak polakierowana. W beauty taki efekt jest natychmiast widoczny. W sesji ślubnej może wyjść dopiero na zdjęciach z lampą. Czyli i z tym kosmetykiem trzeba zachować umiar w makijażach okolicznościowych, a przy sesjach beauty można go zastąpić lekkimi mgiełkami nawilżającymi.

Z tym kosmetykiem trzeba zachować umiar w makijażach okolicznościowych, a przy sesjach beauty można go zastąpić lekkimi mgiełkami nawilżającymi.

Ślub vs beauty: różne strategie

To prowadzi do istotnej różnicy między makijażem ślubnym a sesyjnym, która często jest źle rozumiana. W makijażu ślubnym nie chodzi tylko o to, żeby „dobrze wyglądał na zdjęciach”. On musi wytrzymać wiele godzin, zmienną temperaturę, stres i kontakt ze skórą, która pracuje. Dlatego pojawia się więcej warstw: bazy, pudry, fixery. I to jest uzasadnione. Problem zaczyna się wtedy, gdy te same rozwiązania przenoszone są bezrefleksyjnie do pracy sesyjnej. W fotografii beauty nadmiar kontroli działa przeciwko nam. Skóra przestaje być skórą, staje się powierzchnią. A aparat bardzo szybko to demaskuje.

Najważniejsza rzecz, którą warto podkreślić, nie dotyczy konkretnego produktu ani jednego składnika. Dotyczy sposobu myślenia. Każda warstwa, którą nakładasz, zmienia sposób, w jaki skóra odbija światło niezależnie od tego, czy pracujesz kolorem, konturem, czy światłem, Każdy składnik, nawet jeśli jest „niewidoczny” na żywo, może stać się widoczny w obiektywie. Jeśli zaczynasz patrzeć na makijaż w ten sposób, jak na układ zależności, a nie zestaw kroków, przestajesz walczyć z efektami na zdjęciach. Zaczynasz je przewidywać.