Z tego artykułu dowiesz się:
- o specyfice dziecięcej stopy,
- o właściwym podejściu do pacjenta,
- o prawach i ochronie dziecka w gabinecie podologicznym.
Coraz częściej słyszę na korytarzu przed moim gabinetem lekkie, a przy tym niepewne kroki. Po latach pracy jako podolog zwykle po samych dźwiękach stawianych przez pacjenta stóp jestem w stanie wywnioskować naprawdę wiele. To nie magia, to doświadczenie, które w takich sytuacjach podpowiada mi, że powinienem w tym momencie maksymalnie obniżyć fotel, ponieważ za moment usiądzie na nim mały pacjent.
Podolog często ma wątpliwą przyjemność pracy z bólem. Choć staram się promować wizyty w gabinecie specjalisty jako profilaktykę – zapobiegającą tak skrajnym sytuacjom, jak uniemożliwiający poruszanie się stan zapalny – to mam świadomość realiów. Przed nami długa droga, którą kroczymy w ślad za specjalistami wielu innych dziedzin.
To, jak trudna będzie pomoc pacjentowi, zależy od wielu czynników, które moglibyśmy wymieniać godzinami i tworzyć z nich arbitralnie dobrane listy, ale mam przeczucie graniczące z pewnością, że na każdej z nich pojawi się wiek głównego zainteresowanego. Powodów umieszczenia tej zmiennej w praktycznie każdej zaistniałej w gabinecie sytuacji jest co najmniej kilka.
Specyfika dziecięcej stopy
Jako pierwszy ciśnie mi się na usta problem, z którym nagminnie spotykam się w rozmowach z innymi specjalistami – traktowanie dziecka jak miniaturki osoby dorosłej. Jest to założenie błędne na tak wielu płaszczyznach, że można by o nim samym napisać długi artykuł, a może i cały rozdział w książce, jednak chciałbym skupić się na dwóch aspektach: anatomicznym i psychologicznym.
Choć zewnętrznie stópka malucha wygląda niemal identycznie z tą osoby dorosłej, to po choć pobieżnym zagłębieniu się w temat z łatwością dostrzeżesz różnice. Dowolne zdjęcie rentgenowskie kończyny dolnej malucha pokazuje – jasno jak na, nomen omen, dłoni – z czym mamy do czynienia. Formowanie się kości czy połączeń między nimi wymaga znacznie więcej czasu niż stosunkowo krótkie dziewięć miesięcy ciąży. Dziecko ma w tym okresie o wiele ważniejsze kwestie na głowie i choć jest mistrzem multitaskingu, to wciśnięcie stopy w tak napięty terminarz rozwoju nie wchodzi w grę. Pozostawia więc sobie to zadanie na poporodowe później i rozsądnie rozkłada w czasie na całe lata.
Problemy małej stópki dziecka mogą być identyczne jak w przypadku tej rodzica – paznokcie wrastają i wkręcają się, są narażone na urazy mechaniczne czy szeroko pojęte zmiany chorobowe, a brodawki wirusowe wprost kochają się na nich pojawiać. Jednak wyćwiczone – i doprowadzone do perfekcji przez lata praktyki – sposoby postępowania we wspomnianych przypadkach będą wymagały modyfikacji już na starcie oraz ciągłej adaptacji w trakcie prowadzenia terapii. Reakcje takiej wciąż „pracującej” stopy bywają nieprzewidywalne, a jedynym sposobem nauki jest tu wnikliwa obserwacja i wprawianie oka w wychwytywaniu niuansów: zmian, które zachodzą w budowie kończyny oraz wymuszają alterację naszego podejścia do niej.
Jak pomóc dziecku?
Równie ważne jak świadomość tego, że dziecko jest zbudowane inaczej pod względem fizycznym, jest ciągłe przypominanie sobie, że również jego mózg działa raczej nieszablonowo. Co maluch, to inna historia, zwykle obowiązuje jednak zasada „wszystko albo nic”. Reakcje, emocje i zachowania przybierają całe spektrum barw i odcieni, najczęściej trudno określić je jako zrównoważone czy stabilne. Wystarczy jeden nieostrożny ruch sondy czy cęg i z w pełni współpracującego pacjenta dziecko zmienia się w zapłakaną i przerażoną kupkę nieszczęścia. Zapanowanie nad sytuacją będzie wymagało od specjalisty wysoko rozwiniętych umiejętności miękkich i interpersonalnych oraz empatii.
Żaden specjalista nie może zapominać, że do jego gabinetu wszedł człowiek jako całość, a nie jedynie problematyczny palec. Choć określenie „holistyczne podejście” ma ostatnimi czasy kiepski PR, to warto je stosować, dobierając terapię do potrzeb pacjenta, a nie tylko jego pięty czy niefortunnie złamanej płytki paznokcia.
Jak w każdej kwestii, również tutaj dziecko wymaga zintensyfikowania starań i naszej elastyczności. Dlaczego jest to konieczne, bez problemu zrozumie każdy, kto kiedykolwiek próbował namówić trzylatka do przesiedzenia w kompletnym bezruchu dłużej niż trzydzieści sekund.
Terapia, by przeprowadzić ją zgodnie ze sztuką i najlepszą dostępną wiedzą, wymaga podjęcia konkretnych kroków, we właściwej kolejności i określonym czasie – to oczywiste. Jednak usztywnianie każdego elementu dla samego faktu robienia tego nie tylko nie ma sensu, ale nie przyniesie też żadnych korzyści. Jeśli więc masz przed sobą ruchliwego malucha, któremu trudno wysiedzieć całą wizytę – zastanów się nad ich „rozbiciem” na krótsze zabiegi, które będziesz powtarzał częściej, ale będą znośniejsze dla pacjenta.
Dziecko w świetle prawa a jego ochrona w gabinecie podologicznym
Kolejną zmienną wprowadzaną wiekiem pacjenta jest to, jak widzi go ustawodawca – to bardzo szerokie zagadnienie, którego i tak nie objąłbym tutaj w całości, więc nie będę nawet próbował. Nie zgłaszam również pretensji do omnisjencji czy wykształcenia prawniczego, mam jednak przyjemność pracować ze specjalistami w tym zakresie, od których podłapałem kilka istotnych szczegółów.
Nauczyli mnie oni chociażby różnicy między pojęciami opiekuna prawnego i faktycznego. Ten pierwszy to osoba sprawująca władzę rodzicielską nad naszym małym pacjentem. Jeśli jednak ktoś inny przyprowadzi dziecko do gabinetu – mamy do czynienia z drugim typem opiekuna. Może on podejmować podstawowe decyzje w kwestii prowadzonej terapii, jednak o zgodę na wszystkie inwazyjne zabiegi – np. plastykę wałów – musimy zawsze poprosić rodziców.
Nieco więcej zamieszania pojawia się, gdy „dziecko” skończyło już 16 lat – wówczas jego uprawnienia do decydowania o sobie poszerzają się do tzw. zgody równoległej oraz samodzielnego określenia, jak realizowane mają być jego prawa do intymności i godności. Jeśli młody człowiek będzie chciał zostać sam na sam ze specjalistą, może tego zażądać – i wszyscy obecni zobowiązani są dostosować się do jego życzenia.
Ważne jest również zwrócenie uwagi na zdolność do decydowania o sobie pacjenta dotkniętego niepełnosprawnością umysłową, uniemożliwiającą mu samodzielne podejmowanie decyzji. Przez pierwsze 18 lat życia, co oczywiste, pozostaje to w prerogatywie rodzica, ale po przekroczeniu tej magicznej daty opiekun musi okazać Wam dokument potwierdzający, że jego podopieczny został, na podstawie decyzji sądu, całkowicie ubezwłasnowolniony. To w Waszych obowiązkach pozostaje upewnienie się, że naprawdę rozmawiacie z osobą decyzyjną i jeśli tego nie zrobicie – odpowiedzialność spadnie na Was.
Są tematy, o których pisze się dysertacje i całe monografie naukowe, a praca z dziećmi, na każdej płaszczyźnie, z pewnością do nich należy. Pozwoliłem sobie więc jedynie zagaić dyskusję w kwestiach, które, moim skromnym i całkowicie nieobiektywnym zdaniem, są najbardziej istotne. Możecie się oczywiście nie zgodzić z tym, co napisałem – moja wiedza i doświadczenie nie muszą być spójne z tym, co sami obserwujecie na co dzień. Dlatego z całego serca zapraszam do dyskusji i wymiany doświadczeń, bo to najlepszy sposób nauki i zapewnienia naszym małym pacjentom najwyższego możliwego poziomu opieki i komfortu. W końcu oni są tutaj najważniejsi.






